fbpx

Od mentora Jana do mentora Andrzeja.

Dzień trwający od piania koguta do zachodu słońca

Dziadkowie mieszkali na wsi niedaleko Lublina. W okresie dzieciństwa, a głównie szkoły podstawowej spędzaliśmy tam dużą część wakacji. Dziadek Jan był osobą znaną we wsi ze swojej solidność i pracowitość. Praca w gospodarstwie trwała od wczesnego rana (piania koguta) do zachodu słońca.

Obrazy upalnych letnich dni, rozpalonych dojrzałym żytem, czy też wieczornego zmroku, gdzie zapadająca cisza przerywana było odgłosem krów spędzanych z pastwisk, utkwiły mi w pamięci na zawsze (tą ostatnią czynność niejednokrotnie robiłem osobiście).

Upał, pot i kurz, a w nagrodę słuchawkami stereo

W swoim zamiłowaniu do pracy dziadek był bardzo konsekwentny i często wymagający. Pamiętam, że czasami,  o 6 rano gdy jeszcze smacznie spaliśmy, słyszeliśmy głos dziadka „Krzysiu, Andrzejku – trzeba wstawać bo dzisiaj dzień młocki. Jak zaczniemy rano, to unikniemy upalnego popołudnia.”  Gdy już mieliśmy po kilkanaście lat i nasz wkład w różne prace był znaczący. Pomoc przy żniwach, zwózka snopków z pól do stodoły, młocka zboża (najbardziej zapocona i zakurzona praca jaka znałem), grabienie ściernisk (SIC !)  itp.

Ten żniwny, często naprawdę duży, wypocony i okurzony  wysiłek miał też dla nas ważny i emocjonalny finał. Gdy już wyjeżdżaliśmy do Lublina odbywało się pożegnanie, a w tym kilka słów podziękowania od dziadka –  na ogół nie lubił za dużo gadać. Do tego pożegnalny uścisk dłoni, a w niej odkrywaliśmy zwinięty banknot. To było najczęściej 50 zł albo 100 zł, co dla nas było bardzo znaczącą kwotą. Pamiętam, jak za te zarobione na żniwach pieniądze kupiłem pierwsze słuchawki stereo, a potem naskładałem na pierwszy, stereofoniczny gramofon. 

Dzieci patrzą – nasza postawa, to nauka dla przyszłych pokoleń

W tamtych czasach, nie znalem  jeszcze pojęcia “mentor”. To, że dziadek Jan, był moim pierwszym mentorem, uświadomiłem  sobie kilka lat temu, gdy sam rozpocząłem pracę w charakterze mentora.

Czego uczył mnie mój mentor, dziadek Jan:

  • Szacunku do solidnej, ciężkiej pracy. która dawała finansowe bezpieczeństwo całej rodzinie
  • postawy lidera i głowy rodziny
  • obowiązkowości, odpowiedzialności, organizacji pracy
  • odwagi w podejmowaniu decyzji

Patrząc na dziadka zobaczyłem,  jak buduje się autorytet, jaki wpływ na innych ma nasze zachowanie i postawa. Pokazywał, że można żyć skromnie, a jednocześnie z godnością szacunkiem, dbałością o wartości i poczuciem wypełniania ważnej roli. Ważnej dla najbliższych,  ale też dla społeczności. We wsi mawiano, że gdy Szyba (nazwisko dziadka) zaczął już żniwa, to znaczy że pora też zaczynać.

Pachnąca i mieniąca się bombkami choinka oraz 12 wigilijnych potraw

Dziadek uczył nas też utrzymywania relacji rodzinnych. Mam zapisanie w pamięci na zawsze obrazy świąt Bożego Narodzenia, przy dużej, świeżej, pachnącej choince. Choince, wtedy jeszcze oświetlonej normalnymi świeczkami w małych metalowych lichtarzykach, przyozdobionej wyszukanymi, mieniącymi się bombkami (często rękodzieło) i „anielskim włosem”.  Świeczki, :anielski włos”, a i jeszcze „zimne ognie” – Oj! to wymagało uwagi dorosłych. Podniosła, rodzinna atmosfera, wigilijne, podawane tylko na wigilię potrawy (musiało być 12) i śpiewanie kolęd to elementy barwnych, niezatartych wspomnień.

Siedmioro wnuków, jak 7 choinkowych krasnali

Dzisiaj piszę ten tekst z perspektywy dziadka, który kiedyś był małym wnuczkiem.  Teraz to ja mam wnuki i to siedmioro. Siedem różnobarwnych, kolorowych, niepowtarzalnych istot, jak siedem pięknych choinkowych krasnali 🙂 Tylko, że w przeciwieństwie do krasnali, wnuki patrzą, obserwują i rejestrują. Ciekawe, jakie obrazy i refleksje wrócą do nich kiedyś, z dużą siłą i w pełni świadomie? Wrócą, gdy oni będą już może dziadkami, a może też mentorami?

Pachnące, uśmiechnięte, świąteczne chwile z czasem na refleksje

Życzę Tobie na nadchodzące święta, kilku chwil całkiem dla siebie – czasu na refleksje. Poszukaj wtedy proszę w swoich wspomnieniach, kto był twoim mentorem – może pierwszym, a może tym bardzo ważnym?  Co mu zawdzięczasz, czego był wzorem i jak wpłynął na Ciebie? 
Jeśli zechcesz się podzielić, to z radością przeczytam o tym w komentarzu zamieszczonym – tutaj.

Na nadchodzące święta życzę, ciepłych, pachnących, świątecznych scenerii oraz pięknych chwil. Aby, bez względu na niezwykłe okoliczności i ograniczenia na zewnątrz, ciepło uśmiechów, życzliwość myśli i otwartość serc wywoływały w Tobie piękne obrazy, gorące emocje i niezapomniane wspomnienia.

PS
O swoich przemyśleniach, na temat wartości jaką stanowi dla mnie rodzina, piszę w mojej nowej książce: “Droga do pewności siebie” , część VI: “Bądź przykładem tego, co głosisz – o ważności integralności”, rozdział: „Rodzina jak drzewo – potrzebuje silnych korzeni, pielęgnacji i przestrzeni”. Tam też inne refleksje z perspektywy ponad sześciu dekad życia i blisko czterech dekad pracy.









“Droga do pewności siebie” – premiera książki, listopad 2020r.

“Droga do pewności siebie”

Wydawnictwo: Słowa i Myśli / Wydanie I Lublin 2020

Premiera: 24 listopad 2020

Ilość stron: 344

Cena: 49 zł.

Recenzje:
Ta książka zapełnia lukę w inspiracji dla dojrzałych ” praktyków życia”

Ta książka zapełnia lukę w inspiracji dla dojrzałych ” praktyków życia”, którzy nie sięgną po krzykliwe poradniki ani naukowe tomy. To doskonały przewodnik po dobrym życiu i inspiracja dla tych, którzy w dojrzałym wieku zaczynają się oglądać do tylu i zastanawiać, czy jeszcze mogą coś zmienić. Andrzej namawia, rozbawia, pokazuje, uczy i motywuje, korzystając z niezwykle ciepłych i mądrych historii swojego życia. Łączy to z wiedzą z dobrych źródeł o solidnych podstawach naukowych. Lektura, która daje do myślenia, a do tego dużo radości.

Poprzednią książkę Andrzeja kupiłam synowi, tę podaruję Tacie.

Anna Pyrek

MCC Executive Coach, Mentor

Kingmakers Polska

Droga do pewności siebie to przyjemna lektura, pobudzająca do refleksji nad życiem i sobą samym.

W swojej książce Andrzej Cieplak przedstawia drogę do pełniejszego, bardziej świadomego życia.

Opiera się na przykładach z własnego życia, które ukazują testowanie poszczególnych wyzwań w jego osobistej historii. Dodatkowo powołuje się na badania lub inspirujące wypowiedzi znanych osób i naukowców, dzięki czemu uwiarygadnia przedstawiane wnioski z własnych doświadczeń.

Droga do pewności siebie to przyjemna lektura, pobudzająca do refleksji nad życiem i sobą samym. To zaproszenie do zadbania o siebie w wielowymiarowy sposób, tak by kiedyś mieć poczucie spełnienia, bo nigdy nie jest za późno, by coś zmienić.

dr Małgorzata Torój, psycholog biznesu

coach PCC, trener

Colibri Coaching & Training 

Dzięki Andrzejowym obserwacjom oraz osobistym refleksjom, droga do własnej pewności siebie  stanie się prostsza.  

Po co kolejna książka o pewności siebie? Przecież jak się posłucha ludzi dookoła, to ma się wrażenie, że im jej nie brakuje. Wiedzą wszystko i mają zdanie na każdy temat. Dlaczego warto po nią sięgnąć?

Andrzej to człowiek kompletny, który potrafi z wielką wnikliwością ubrać w słowa to co widzi, czuje i doświadcza. W książce przeczytasz o wydarzeniach, które przytrafiły się autorowi, z początku niepozornych, ale z czasem, jak się okazywało, pozostawiających swoje piętno.

Największą wartością, którą wg. mnie znajdziesz czytelniku w tej książce są zdania klucze, które na tle przytoczonych prostych, historii trafiają w punkt i dotykają sedna. Skłaniają do przemyśleń, inspirują, jednocześnie wywołują refleksję nad samym sobą i tym co jest najważniejsze w życiu. Bo choć mamy opinię w sprawie i chętnie się nią dzielimy, nie zawsze mamy pewność. Prawda? Dzięki Andrzejowym obserwacjom oraz osobistym refleksjom, które wywołują jego zdania klucze, droga do własnej pewności siebie  stanie się prostsza.  

Dawid Wawrzyniak

Executive Coach & Mentor, 

Center for Creative Leadership

Autor pokazuje nam, co jest w życiu ważne , trwałe i o co warto zabiegać.

Książka „Droga do pewności siebie” to autorefleksja  Andrzeja Cieplaka nad własną misją życiową, tożsamością i wartościami,  odkrytymi w doświadczeniach życiowych i zawodowych. 

Autor docenia mentoring jako skuteczne  narzędzie  wspierania  drugiego człowieka,  a jednocześnie jako sposób zmieniania ludzi i świata na lepsze. Wyzwalanie potencjału własnego i innych, jest główną przesłanką działań zawodowych Andrzeja. Z pozycji doświadczonego mentora , a nawet mentora mentorów,  pokazuje nam, co jest w życiu ważne , trwałe i o co warto zabiegać. Zapraszam do wnikliwego czytania, refleksji oraz praktykowania poprzez  zastosowanie konkretnych  narzędzi i wskazówek, które autor zamieszcza w  książce.

Agnieszka Gąsior – Mazur

Prezes Lubelskiego Klubu Biznesu

 

 

 

Sport, czyli najlepsza tabletka na zdrowie – zażywaj regularnie

Ruch jest w stanie zastąpić prawie każdy lek, ale wszystkie leki razem wzięte nie zastąpią ruchu

Wojciech Oczko (XVI w.), dr medycyny i filozofii, nadworny lekarz królów polskich

.

To nie mikroorganizmy żyją w nas – jest dokładnie odwrotnie!

  To nie mikroorganizmy żyją w nas – to my żyjemy w oceanie mikroorganizmów! Ok. 90% ilości naszych komórek to mikroorganizmy, komórki naszego ciała to ok. 10%! Próba ucieczki od nich to jak próba nie zamoczenia się podczas kąpieli w oceanie.

  Jakie zatem jest rozwiązanie – dbajmy o odporność, zdrowie i siłę swojego ciała. Wtedy mikroorganizmy będą naszymi przyjaciółmi, a nie wrogami.


Slajd z konferencji Power Planet:
Człowiek-Środowisko-Biznes (Lubelski Klub Biznesu 2020)

Ten newsletter, to moja historia o tym jak ja to robię od 30 lat.

.

Na kilka tysięcy razy, tylko 3 razy żałowałem, że to zrobiłem.

  Nawyk zażywanie ruchu i wysiłku fizycznego, uważam za jeden z najważniejszych nawyków jaki wyrobiłem sobie w życiu. Świadomość sprawnego ciała, daje mi dobre samopoczucie, które daje przenosi się na wszystkie obszary – pozytywne emocje, radość, satysfakcję, pokonywanie spadku motywacji, poczucie sprawstwa w życiu, sprawniej funkcjonujący umysł.

            Wielokrotnie miałem powstrzymujące myśli i odciągającą emocję przed kolejnym treningiem – rannym bieganiem, wejściem do chłodnej wody w basenie w zimowe dni, wyjściem na rower w niepewną pogodę.  Pojawiała się myśl, żeby jednak zostać w domowym ciepełku, wyciągnąć się na kanapie i może coś smacznego przekąsić.  Jednak na kilka tysięcy odbytych treningów (30 lat  x 52 tygodnie x  3 treningi (średnio) daje ok. 4.500), pamiętam tylko 3 razy, kiedy żałowałem, że nie zostałem w domu. We wszystkich  tych przypadkach, stwierdziłem, że mój, większy niż zwykle opór, wynikał z rozwijającej się właśnie choroby – grypy, infekcji. Te 3 razy nie są w stanie przyćmić tych pozostałych 4497 razy i przekonania, że warto było i jest pokonać słabość.

.

Sport zaczął się od pierwszego zakochania

  Od zawsze regularnie uprawiam sport.  Oj – coś tu przesadziłem. Chciałbym żeby było tak, że „od zawsze”. Pierwszym etapem była jednak podstawówka, gdzie byłem pulchnym grubasem. Przeżycia szkolonego grubasa, a w tym odmieniające, pierwsze młodzieńcze zakochanie opisuję w swojej nowej książce, w rozdziale „Uwaga to pierwsza miłość!”.

  To właśnie ta pierwsza miłość, zmobilizowała mnie też, abym zmienił swój wygląd i wtedy zacząłem uprawiać sport. Nie było to zbyt trudne, bo mój starszy brat Krzysztof był sportowa gwiazdą szkoły i od wczesnych lat trenował lekkoatletykę w lubelskim klubie START. Dzięki niemu również ja podjąłem regularne treningi. Treningi to może za dużo powiedziane. Stałem się w grupie sportowej, sympatycznie traktowanym, młodszym „misiem”, którego zadaniem była praca nad sobą, bez oczekiwania rezultatów. W pełni tolerowano to, że ciągnąłem się z tyłu stawki i trzeba było dawać mi łatwiejsze zadania, abym mógł im sprostać.

.

Jak misio został sportowcem?

  Jednak z czasem, „misio” wyrabiał się coraz lepiej i wytrzymywał tempo. Poza lekkoatletyką, pasją grupy sportowej, była koszykówka. Trudno było, aby było inaczej, gdyż START Lublin, wchodził wtedy, na długie lata do krajowej, koszykarskiej czołówki. Tak też, ja „misio”, zostałem „zainfekowany” koszykarską pasją.  W rezultacie, po 2 latach terminowania u lekkoatletów, zamieniłem sekcję lekkiej atletyki na sekcję koszykówki. Sekcja koszykówki w klubie START LUBLIN – to brzmiało dla mnie, wtedy naprawdę dumnie.

  Efektem tych treningów, było to, do czego dążyłem – niezła sylwetka i dołączenie do grupy szkolonych sportowców. Przypadł mi w udziale zaszczyt reprezentowania szkoły w piłce nożnej, siatkówce i koszykówce. To już było coś! – Chociaż do legendarnych wyczynów i rekordów szkoły, posiadanych przez mojego brata nigdy nie dorosłem.

.

Lider turnieju koszykówki

  Bakcyl koszykówki została ze mną na dłużej. Przez całe liceum, byłem gwiazdą drużyny klasowej i ważnym członkiem reprezentacji szkoły w międzyszkolnych rozgrywkach. Jednak największym powodem do dumy, był dyplom dla „najlepszego zawodnika, wydziałowego turnieju koszykówki” uzyskany w czasie studiów na UMCS.


Odnaleziony dyplom z 1980 rok, wisi teraz dumnie na ścianie w moim pokoju-biurze.

.

Kolejny rekord, z którego tym razem, dumny nie jestem

Niestety później, pod koniec studiów, gdy zostałem mężem i ojcem na sport zabrakło czasu.

Podobnie było w pierwszych latach pracy, gdy zaniedbałem sport. Na efekty nie trzeba było długo czekać – padł mój życiowy rekord wagi – ważyłem 100 kg. To rekord, z którego jednak dumny nie jestem.

            Na szczęście dla mnie, miałem dużo znajomych sportowców, no i brata, którego miłość do sportu nigdy nie wygasła. Dzięki temu padła inicjatywa spotykania się na treningach sportowych, gdzie głownie graliśmy w kosza, a potem jeszcze przechodziliśmy na godzinę do basenu.

.

Znajdź sobie formę ruchu, która będzie Ci sprawiać przyjemność!

  Powyższa rada, dotarła do mnie już później. W okresie, gdy z powodu pracy i obowiązków rodzinnych, na sport trzeba było umieć, wygospodarować sobie czas i energię. Szukałem, zatem różnych form. Przez pewien czas testowałem nawet Tai Chi, ale tym, co mnie przyciągnęło na dłużej był tenis. Sprawiał mi przyjemność, chociaż wielkiego talentu w sobie nie odkryłem. Jak podsumował z przekąsem, jeden z moich instruktorów – „nie przejmuj się Andrzej, najtrudniejsze jest pierwsze 30 lat”.  Niestety tenis, oprócz przyjemności ruchowej i atrakcyjnej otoczki (korty w lecie, wśród zieleni, to bardzo atrakcyjne miejsce na reset), tenis serwował mi coraz to jakieś kontuzje. Nabawiłam się słynnego „łokcia tenisisty”, nadwerężyłem Achillesa, naciągnąłem boleśnie dwugłowego, a również czworogłowego. Tego było dla mnie za dużo i za często. 

.

Sport pamięta o numerze PESEL, sportowiec nie zawsze!

  Odkryciem wieku dojrzałego (40+, 50+), było dostrzeżenie, że ambicja i adrenalina rywalizacji, nie bierze pod uwagę numeru PESEL.  Walcząc o piłkę pod koszem, czy pod tenisową siatką, w wieku 40 lat, zachowywałem się tak jak bym miał 20. To znaczy, wydawało mi się, że tak ciągle mogę. To „wydawało mi się”, czasem kończyło się poważna kontuzją. Kiedyś, z sali, na której graliśmy w koszykówkę, wyniesiono mnie ze skręcona stopą, tak samo jak w czasach liceum. Tylko, że w liceum, gdy miałem lat 18, to nie było to samo, bolało mniej i goiło się krócej niż po 40-tce.

  Refleksja była taka, że z wiekiem, lepiej jest zmniejszać wyzwania i nie rozniecać nadmiernie swojej wyobraźni!  Ten wniosek dał mi przyzwolenie, żeby zmieniać formy i natężenia sportowych wyzwań, bez nadmiernego poczucia winy i dyskomfortu.

.

Czy jogging jest głupi czy zdrowy?

  Takie pytanie zadała jedna z moich znajomych w dyskusji o sporcie. Odpowiedź brzmiała „i zdrowy i głupi” i z tą opinią na tamten moment w pełni się zgadzałem.

  Czasem zdarzało mi się, zobaczyć przez okno, o 6 rano, jak mój brat wybiera się do lasu „pobiegać”. Nie mogłem się temu nadziwić, bo ja o tej porze najchętniej przekręcałem się na drugi bok i nikt, nie wypędziłby mnie do lasu. Dziwiłem się, do momentu aż spróbowałem. Przyczyna była prosta – nadmiar tłuszczu i stresu. Jedno i drugie warto by gdzieś zostawić – las okazał się świetnym miejscem do tego. Spróbowałem i tak mi zostało – na prawie 20 lat.

  Bieganie jest głupie – bo proste, można wręcz powiedzieć, że prostackie. Nie wymaga specjalnych technik, ani sprzętów, ani sali ani umawiania się z partnerem czy drużyną. Po prostu bierzesz buty, spodenki, T-shirt, wyjeżdżasz do pobliskiego lasu (ode mnie 10 min. drogi) i biegniesz.

Bieganie jest zdrowe bo:

– porcja ruchu z rana, rozgrzewa i ustawia twój organizm na cały dzień (endorfiny robią swoje)

– bieganie przestawia działanie całego twojego systemu – ciało, emocje, umysł.

– bieganie po lesie, daje bliski kontakt z całym rocznym cyklem przyrody (dotykasz z bliska wiosny, lata, jesieni, zimy), czujesz, że jesteś integralną częścią tego świata 

– kontakt z przyrodą to również doznanie duchowe (słońce, drzewa, krzewy, ptaki, czasem zwierzęta).

– po godzinie poświęconej na poranny jogging (łącznie z przejazdem), wszystkie problemy były mniejsze, pomysły świeższe, a wyzwania łatwiejsze.

– regularny, umiarkowany w formie ruch, sprzyja regularności i wytrwałości w innych wyzwaniach życia

– bieganie to jeden z najtańszych sportów – jeżeli nie podkręcasz swoich wymagań, to buty, dres i w drogę

– poranny ruch, to najlepsza (i najtańsza) tabletka wzmacniająca, jaką udało mi się znaleźć w moim życiu

.

Wygląda na to, że Pana mechanizm ruchu, wykazuje znaczny stopień zużycia

  Tak mniej więcej wyglądał komunikat lekarza po badaniach, które zrobiłem dobiegając (znowu to bieganie) do sześćdziesiątki. Przyczyną były pojawiające się bóle promieniujące biodra. Po tej diagnozie – rada, aby odstawić bieganie i zamienić je na coś mniej eksploatującego moje stawy biodrowe. Widać swoje wybiegałem.  

W rezultacie przeniosłem swoja aktywność na:

  • rower – cóż za wspaniałe wycieczki, głownie latem – zasięg nawet do 30 km, co było nie do pomyślenia w bieganiu
  • basen – dosyć regularne 40 baseników (1 km), daje powera i ogólne poczucie „czystości” i świeżości
  • joga – to nowe i piękne odkrycie wieku dojrzałego, o którym poniżej

.

Jak odmłodzić się o min. 5 lat w ciągu 2 godzin?

Chcesz w ciągu 2 godzin spowodować, że poczujesz się 5 lat (a może 8) młodsza/młodszy – idź na jogę!

  Jest powiedzenie, że jeżeli życie zamyka przed tobą jakieś drzwi (czasem z hukiem i boleśnie), to rozejrzyj się dookoła, ba na pewno, jakieś inne się właśnie otwierają. Odstawienie biegania, sprowokowało mnie do otworzenia drzwi sali z jogą. Tu legły w gruzach kolejne, moje dotychczasowa przekonania! Można nie spocić się bardzo, nie zajmować więcej niż kilka metrów kwadratowych przestrzeni, nie potrzebować wyrafinowanych sprzętów, nie mieć naprzeciwko rywala i jednocześnie, zmęczyć się, odstresować i poczuć tą lekkość w ciele i na duszy jak po intensywnym treningu.

Można – wystarczy przez 2 godziny, we właściwy sposób powyginać i porozciągać swoje ciało.

Co mi robi ćwiczenie jogi:

  • Rozciąga
  • Uelastycznia
  • Odstresowuje
  • Daje swobodę i kontrolę swojego ciała  na co dzień
  • Podnosi świadomość ciała i jego elementów
  • Odmładza

Chyba dosyć argumentów na to aby minimum raz na tydzień (lepiej by było 2 razy) poświęcić 2 godziny.


Powitanie słońca ćwiczę codziennie rano od czasu wiosennej pandemii – dziękuje ci COVID-19.

.

Prosty cel: przepłynąć 80 basenów na 80-te urodziny

  Banalna, często powtarzana prawda – pływanie, to jedna z najzdrowszych form ruchu. Zatem pływam i to nie zużywa moich stawów biodrowych. Dobre wymoczenie, warto zakończyć masarzem pod biczem wodnym, a czasem również sauną. Samopoczucie bajeczne (znowu 5 lat do tyłu).

  Na 60-te urodziny przyszło mi do głowy takie wyzwanie – zamiast standardowych 40 basenów (po 25 m to daje 1 km), przepłynę, urodzinowe 60. Tak zrobiłem! Jednak pomysł spodobał mi się, więc go kontynuuję. W tym roku mają być 63 baseny (de facto 64 bo przecie pływa się w „te i nazad”. Forma jest, ale problemem jest COVID i zamknięte baseny. Zobaczymy zatem – może zamienię na 63 km na rowerze, ale nie odpuszczę?

  W tym pływackim wyzwaniu, najbardziej ekscytuje mnie perspektywa urodzinowych rekordów na 70-tke i potem 80-tkę!  Czemu nie dalej? – ależ proszę,  później też chętnie. Co jednak będzie dalej, to zobaczymy jak już dopłynę do 80-tki.

            Potrzeba ruchu przekształciła się w stały nawyk, który działa jak uzależniająca tabletka – NAJSKUTECZNIEJSZA TABLETKA, JAKA UDAŁO MI SIĘ W ŻYCIU ODKRYĆ. Teraz to swoje doświadczenie i pożyteczny nawyk, staram się przekazać swoim szybko rosnącym wnukom.


Lato 2020r. – na rowerach, ze starszymi wnukami.

.

Nacieszyć się radością jaką daje ruch

A ty – jakiej tabletki ruchu zażywasz i jak często?

  Mam silne przekonanie i osobiste doświadczenie, że nie jest możliwe abyśmy schowali się przed światem, którego większościową, naturalna składową są mikroorganizmy –  bakterie, grzyby, wirusy, pasożyty.  Chowanie się, to próba zmniejszenia/uniknięcia skutków. Wzmacnianie swojego ciała, psychiki, umysłu i energii duchowej przez ruch i kontakt z przyrodą – to jest lekarstwo, które likwiduje przyczynę i daje trwałe efekty.

Ja ciągle pamiętam, że: “Ruch jest w stanie zastąpić prawie każdy lek,  ale wszystkie leki razem wzięte nie zastąpią ruchu.”

Chętnie Cię spotkam 🙂 – na rowerze, długim spacerze, basenie, sali jogi, aby razem nacieszyć się radością jaką daje ruch.

Inwentaryzacja stanu rodziny – bilansujemy relacje


Jubileuszowy, 15. zjazd rodziny Cieplaków w 2018 r.

Umacnianie więzi i relacji w rodzinie, tym bardziej cenne w okresie pandemii

12 września 2020 odbył się 17. zjazd rodziny Cieplaków. Był to zjazd szczególny, bo ze względu na trwającą od wiosny pandemię koronawirusa nie wiadomo było czy zjazd w ogóle się odbędzie i kto się pojawi. Postanowiliśmy jednak, że umacnianie relacji w rodzinie jest tak ważne i na tyle nam służy, że stanowi najlepszą odpowiedź na to, co się dzieje dookoła. Utrzymywanie relacji, ofiarowanie sobie na wzajem wsparcia, wymiana informacji, poglądów i doświadczeń dobrze służy każdemu z uczestników. W czasie istotnego ograniczenia kontaktów, niepewności i lęku takie spotkania tym bardziej powinny się odbywać. Było dużo oznak wzajemnej przyjaźni, emocjonalnych rozmów, czułości i miłości. Najmłodsze pokolenie 4-6 latków złapało świetny kontakt z 20-latkami. Zabawom i wygłupom nie było końca, a nocne rozstanie pełne było żalu i łez u tych najmłodszych.

Spojrzenie z perspektywy czterech pokoleń

Na koniec zapytałem uczestników rodzinnego spotkania o to, jaką wartość miało dla nich spotkanie czterech pokoleń rodziny i jakie wspomnienia zachowają?


Oto co powiedzieli:
Danusia (moja mama – 89 lat)
Podoba mi się, że dzięki tym spotkaniom nasze wnuki i prawnuki poznają się, bawią się razem i przyjaźnią. Dla mnie ważne jest, że mogłam się spotkać i porozmawiać z wszystkimi. Teraz takich spotkań nie mamy dużo. Szczególnie ten rok, w sytuacji ogłoszonej pandemii, spowodował, że przez dłuższy czas nie kontaktowaliśmy się i nie spotykaliśmy.

Gienia (siostra mojego taty – 84 lata)
Te spotkania są bardzo ważne, gdyż nawzajem lepiej się poznajemy. Dzięki nim się znamy i gdy spotykamy się przy jakiejś okazji, np. na weselu, nie musimy pytać: „Kto ty jesteś?”, tylko dobrze się razem czujemy. Jestem bardzo dumna z tych, którzy zajmują się organizacją zjazdu, bo ja, ze względu na wiek, już nie mogę.
Nasze spotkania odbywają się od lat. Kiedyś każda z nas (pokolenie nestorek) bez potrzeby uzgadniania przygotowała coś i coś przywoziła, teraz zastąpiło nas pokolenie naszych dzieci.

Dziękuję organizatorom za piękne spotkanie w pięknej atmosferze i okolicy. Szczęśliwie, przy pięknej pogodzie, spędziliśmy tu całą dobę. Dziękujemy i szczęść Boże wszystkim.


Danusia i Gienia oglądają drzewo genealogiczne rodziny.

Ania (pokolenie wnuków – 51 lat)

Tym razem na naszym zjeździe bardzo podobało mi się, że było tyle dzieci i bawiły się razem – te większe i te mniejsze. Do późna szalały i tak im się podobało, że przy rozstaniu pojawiły się łzy. Zawsze bardzo mnie wzrusza, jak młodsi członkowie rodziny wspominają różne chwile z dzieciństwa, kiedy my, starsi, zajmowaliśmy się nimi. Chociaż niektóre sytuacje miały miejsce blisko 30 lat temu, to słychać jakie to było dla nich ważne i jak bardzo to pamiętają. Moja rodzina nie utrzymywała takich kontaktów, dlatego to jest dla mnie piękny widok, jak dzieci mogą się spotkać i się sobą zająć.

Każdy nasz zjazd jest inny, za każdym razem jest inaczej i to jest fajne. Zmienia się nasza struktura pokoleniowa, niektóre osoby pojawiają się częściej, niektóre rzadziej. Razem z mężem rozmawialiśmy o tym, że mamy mnóstwo spraw i problemów, a szczególnie dużo w tym roku. Zastanawialiśmy się czy zjazd się odbędzie i co możemy zrobić, żeby jednak był – tym bardziej, że nasze dzieci co chwilę pytały się o to. Kiedyś, gdy kilka lat mieszkaliśmy w Danii, przyjeżdżaliśmy do Polski głównie na zjazd. Planowanie wakacji i terminu przyjazdu zaczynało się od terminu zjazdu. Nasze dzieci uczestniczyły właściwie we wszystkich spotkaniach od początku.

Doceniam tych, którzy zdecydowali się przyjechać, bo na pewno też mieli jakieś wątpliwości i obawy. Cieszę się też, że przyjechały nasze nestorki, bo to też nie było łatwe.

Duże znaczenie dla mnie miało też to, aby się z wszystkimi spotkać i zobaczyć jak sobie w tym czasie radzicie. Cieszę się, gdy widzę, że funkcjonujecie dobrze, spokojnie, nie jesteście spanikowani. Ja, słysząc opinie innych osób, zastanawiam się czasem, czy się nie mylę w swojej ocenie sytuacji. Rodzice wychowali mnie i siostrę na tak zwane „grzeczne dziewczynki”. Gdy myślę coś innego niż moje otoczenie, gdy się sprzeciwiam narzuconym opiniom czy standardom, to mnie to dużo kosztuje. W sytuacji, którą mamy teraz, nie zgadzam się z wieloma sprawami, np. z tym, że zabraniając naszym dzieciom kontaktów ze starszymi , kierując się ochroną starszych, robimy krzywdę dzieciom. Myślę, że wielu starszych, tak jak znam je z osobistych kontaktów, potrafi powiedzieć „ja już żyłam tyle lat, dużo doświadczyłam i wiem, że w każdej chwili mogę umrzeć z różnych przyczyn i się z tym godzę”. Natomiast zabranianie odwiedzin i kontaktów naszym dzieciom robi im dużą krzywdę, bo one tego bardzo potrzebują.

Kasia (pokolenie prawnuków – 21 lat)

Bardzo mi się podobało, że mogłam spędzić czas z rodziną. Od ostatniego zjazdu minęło ponad rok. Bardzo fajnie było też spotkać się z najmłodszym pokoleniem kilkulatków. Czułam taką wymianę pokoleniową. Kiedyś to ja, pod opieką starszych, bawiłam się w piaskownicy, a teraz mogłam opiekować się młodszymi, kiedy się bawili i biegali po podwórku. To jest bardzo fajne, bo pamiętam, gdy ja byłam mała i czekałam na te zjazdy. Teraz mamy nowe pokolenie, które będzie na nie czekać i cieszyć się z tego powodu.

Bardzo cenię także to, że możemy się spotykać, poznawać się lepiej i zobaczyć co w naszym życiu się zmieniło. Przecież cały czas pojawiają się nowe osoby, rodzina się powiększa. Jest to dla mnie bardzo ważne, że mogę zobaczyć co się zmienia w życiu innych ludzi. Wtedy mam taki punkt odniesienia, co się zmienia w moim życiu – jak było rok temu, a jak jest teraz. To tym bardziej jest ważne dla mnie, że to był trudny okres. Było mi naprawdę ciężko, gdy musiałam siedzieć w domu i nie można się było z nikim spotykać. Nie mamy przecież sytuacji końca świata.

Tutaj znowu mogłam poczuć bliskość innych osób. To bardzo ważne, że są ludzie, z którymi mogę się spotkać i mogę spędzić czas. Cieszę się, że pandemia tego nie przerwała i że spotkaliśmy się razem.

Krzysiek (mój brat, najstarszy w pokoleniu wnuków, zwany „szeryfem” – 64 lata)
Uważam, że każde spotkanie rodzinne ma sens i jestem całkowicie za kontynuacją tradycji tych zjazdów. Spotykało się wiele osób, była serdeczna, ciepła i miła atmosfera, dużo ciekawych tematów i dyskusji. Wszyscy, którzy byli, zaangażowali się organizacyjnie, każdy coś przywiózł i w rezultacie smacznych, domowych potraw, ciast i słodkości nam nie brakowało.

Ze względu na sytuację wiele osób nie przyjechało. Myślę jednak, że pomimo różnych trudności trzeba dokładać starań, żeby zjazdy były kontynuowane i utrwalały rodzinne więzi.

Jadzia (pokolenie prawnuków – 16 lat)

Bardzo podobało mi się to, że mogliśmy się spotkać, bo to jedna z rzadkich okazji do tego. Jest to możliwość poznania nowych, najmłodszych członków rodziny, po to, żebyśmy potem mogli się rozpoznać na ulicy. Jak te obecnie małe dzieci już podrosną, to mam nadzieję, że będziemy utrzymywać ze sobą kontakt. Mamy w życiu dużo różnych znajomości, które przemijają, a relacje rodzinne dane nam są na zawsze.

Najbardziej z tego zjazdu zapamiętam chyba nasze zabawy z najmłodszymi dziećmi. Im się to też bardzo podobało, byli ucieszeni i zaangażowani. Myślę, że stworzyliśmy im przez to fajne wspomnienia, a nasze zjazdy będą im się kiedyś dobrze kojarzyły. Mnie też kojarzą się z dzieciństwem, zabawą w nocy, czyli w czasie, gdy normalnie musieliśmy już spać. Na zjazdach jest to czas fajnej zabawy.

Chciałaby, aby w kolejnym roku można się było spotkać jeszcze w szerszym gronie. Po uzupełnionym drzewie genealogicznym widzę, że nasz gatunek nie wymiera, nasza rodzina rozwija się, a nasze drzewo genealogiczne się rozrasta. Dziękuje i mam nadzieję, że za rok znowu się zobaczymy.

Sławek (pokolenie wnuków – 59 lat)
Najważniejsze, że zjazd w tych czasach się odbył. Kontekst tego jest dla mnie dużo szerszy. Mamy czasy, w których rozbijają się więzi społeczne i rodzinne, przyjaźnie i znajomości. Mieliśmy tego mocny przykład w Wielkanoc, gdy rodziny nie przebywały ze sobą, a uroczystości rodzinne były niedozwolone. My nie chcemy pozwolić na to, aby się rozbić – chcemy podtrzymywać więzi. Ważne, że mamy ludzi, którzy myślą racjonalnie i wierzą własnemu osądowi świata.

         Bardzo ważna rzecz – 17. zjazd rodziny odbył się i tradycja została podtrzymana. Kto chciał i mógł – to był, kto nie mógł i nie był – trudno.

Mieliśmy tutaj bardzo dobry czas, świetną atmosferę, dużo rozmów, często niebanalnych. Daje mi to nowe spojrzenie i świetne wspomnienia.

Najważniejsze są dla nas więzi wzmacniane przez fakt, że się spotykamy. Pamiętam, że kiedy zaczynaliśmy te zjazdy to mówiliśmy że robimy to dla naszych dzieci, które miały wtedy po kilka lat. Teraz one wchodzą w dorosłość i jest już następne po nich pokolenie dzieci. Widzieliśmy jak oni nawiązali tutaj więzi między sobą, świetnie się bawili i to było fantastyczne. Było to takie powtórzenie scenariusza naszych rodziców i nas. Teraz to my jesteśmy starsi i tak, jak kiedyś nasi rodzice, tworzymy bezpieczeństwo, a nasze dzieci i wnuki mają tu beztroski czas. To, co kiedyś robili dla nas rodzice, potem my dla dzieci, teraz zaczyna działać dla wnuków. To na pewno powinno zaprocentować w przyszłości i stworzy chęć kontynuacji tych spotkań. Będą pamiętać, że raz w roku jest takie miejsce, gdzie się spotykamy w gronie ludzi, z którymi łączy nas pokrewieństwo. Tak, jak kiedyś moje dzieci czekały na to (nieraz rok liczyliśmy od zjazdu do zjazdu), tak teraz widzę, że będą czekały wnuki.

To było kolejne spotkanie czterech pokoleń w pięknym miejscu. Jako organizatorzy i uczestnicy potrzebujemy znaleźć nowe miejsce spotkań, które będzie miało dużą wartość sentymentalną dla większości rodziny. Rodzina jest rozrzucona w różnych miejscach po świecie i takie miejsce byłoby dla nich dodatkowym magnesem. Najlepiej, gdyby te zjazdy odbywały się w rodzinnej miejscowości naszych rodziców, czyli we wsi Potok. Mam nadzieję, że to pomoże, aby w przyszłości zebrać dużo więcej osób.

Pielęgnacja drzewa i inwentaryzacja stanu obecnego

Podczas spotkania dokonaliśmy też uzupełnienia gałązek (wpisów) na rozrastającym się drzewie genealogicznym (na zdjęciu poniżej). Dokonaliśmy inwentaryzacji – uzupełnienia i podliczenia obecnego stanu drzewa.

Stan potomków dziadków Jana i Katarzyny Cieplak budzi szacunek:

  • wnuki – w liczbie 23;
  • prawnuki – w liczbie 39;
  • praprawnuki – w liczbie 18;

Łącznie ze współmałżonkami i partnerami, na drzewie znajduje się 131 osób.

Te liczby imponująco rosną. Sam pamiętam, że kiedyś przyjeżdżałem na zjazdy z żoną i trójka dzieci. Teraz każde z tych dzieci przyjeżdża ze swoją cztero- lub pięcioosobową rodziną.

Oby to drzewo dalej zdrowo rosło i cieszyło świeżymi gałązkami symbolizującymi przychodzących na świat kolejnych praprawnuków. Niech nasze spotkania będą jak soki, które docierają do wszystkich gałęzi, przynosząc im życiodajne składniki – relacje, przyjaźń miłość.


Odpoczywam leżąc pod drzewem – genealogicznym J
Co sprawia, że jesteśmy zdrowi i szczęśliwi idąc przez życie?

O tym jak bliskie relacje wpływają na nasze zdrowie i poczucie szczęścia, dobitnie mówią niezwykłe, trwające prawie 80 lat badania Harvard Study of Adult Development. Koniecznie obejrzyj na www.ted.com : „Co sprawia, że życie jest udane? Lekcje z najdłuższych badań nad szczęściem” – Robert Waldinger

.

Utrzymuj relacje – czerp z tego życiodajnego źródła energii, radości i miłości,
a przez to również źródła zdrowia.

Pozdrawiam

Andrzej Cieplak

Uważaj, bo zabraknie Ci paliwa!!

Mnie, to się już nic nie chce

Po kilkunastu latach, spotkałem dawno niewidzianego znajomego Pana Jerzego.

Jerzy to człowiek, który zrealizował wiele w biznesie i nauce. Zajmował poważne stanowiska w firmach i na uczelniach i był ceniony przez wiele osób. Razem współpracowaliśmy w czasie, gdy prowadziłem swój największy biznes i sporo mi doradził i pomógł. Po spotkaniu, przeprowadziliśmy kilka ciekawych rozmów. Jedna z nich, dotyczyła wyzwań współczesnego świata w biznesie i polityce.  Widząc mój entuzjazm w tematach związanych z moją obecną działalnością trenerską, popatrzył na mnie, pokiwał głową i powiedział „widzę, że Pan to ma jeszcze dużo energii Panie Andrzeju, a mnie to się już nic nie chce. Nic mi się nie chce.”

Źródło energii wszechświata

W jednej z wcześniejszych rozmów, z Jerzym powiedziałem mu o modelu energii osobistej, który opisałem w mojej 1-szej książce. To model, który jest dla mnie ważny i pozwolił mi na dokonanie wielu pozytywnych zmian w życiu. Wszystko w świecie, jest formą energii – my też. Nasza osobista energia  składa się z 4-rech poziomów: energia fizyczna, emocjonalna, mentalna i duchowa.  Każdy z tych poziomów jest tak samo ważny i wpływa na pozostałe i na cały system, jakim jesteśmy.

 Paliwo do całego systemu leje się od góry – jego źródłem jest energia DUCHOWA.  Ta energia pochodzi z wiary, że jest coś więcej, niż otaczający nas świat materialny. Coś, czego częścią jesteśmy, ale co nas przerasta, przekracza też nasze racjonalne rozumienie. Coś, co nadaje życiu i światu głęboki sens. Dla mnie tym Coś, jest Bóg – jako stwórca wszechświata, kreator i źródło energii wszystkiego.

Co, żeby nie zwariować?

Zapytałem Jerzego o to, jak on odnosi się do wiary w Boga. Odpowiedział mi: ja uważam, że człowiek wymyślił sobie Boga żeby nie zwariować. Ten nasz świat jest okrutny, złożony, materialny. Człowiek potrzebował czegoś, żeby nie zwariować, no więc wymyślił sobie Boga.

Jerzy racjonalista, ekonomista, sformułował dla siebie taką odpowiedź i przekonanie w temacie Boga.

Ja również jestem z natury racjonalistą. Powiem więcej – matematykiem z uniwersyteckiego wykształcenia, a więc w tamtym czasie supr-racjonalistą.  Z czasu studiów i fascynacji matematyką, pamiętam jednak pewne bardzo ważne twierdzenie. Sformułował je i udowodnił Kurt Gödel – urodzony w Czechach austriacki logik i matematyk. Nazywa się ono twierdzeniem o niekompletności. Nie wchodząc w zbytnie szczegóły, wniosek z tego twierdzenia jest taki, że „wszystkie złożone systemy logiczne są niekompletne”. Niekompletność polega na tym, że systemy te zawierają twierdzenia, których nie można udowodnić używając reguł i aksjomatów tego systemu. (patrz np. Philippe Rosinski, „Globalny Coaching” str. 198-199).

Dla mnie, mówi to też o znanych nam modelach (systemach logicznych) funkcjonowania ekonomii, biznesu czy ogólnie naszego świata.  Co za model byśmy nie wymyślili i jak wspaniale tego byśmy nie poukładali, to i tak będą pytania i twierdzenia, których nie jesteśmy w tym modelu w stanie rozstrzygnąć – „jest prawdziwe?”, czy „jest fałszywe?”.

Wybierz odpowiedź, z która chcesz żyć.

Powyższe rozważanie odnosi się również do pytania „czy Bóg istnieje?”. Może jednak nie istnieje, a „człowiek wymyślił sobie Boga, po to żeby nie zwariować”.  Odpowiedź „TAK” czy „NIE” jest niemożliwa do udowodnienia na bazie logicznego rozumowania w ramach systemu.

To TY wybierasz, z jaka odpowiedzią chcesz żyć. Jeżeli jesteś takim silnym racjonalistą, to możesz wybrać „TAK”, gdyż pozwoli Ci to nie zwariować, a to brzmi jak silny, racjonalny powód. Jeżeli po prostu wierzysz, a inni nazywają Cię nieracjonalnym (może głupim), to nie przejmuj się – nie ma na to dowodu, że ty się mylisz, a oni maja rację.

Mam przekonanie, że większość z nas, bierze odpowiedź na to pytanie ze środowiska, wzorców i nawyków w którym się wychowaliśmy.

Paliwo duchowe, które napędza system

Przejawy duchowości mogą być inne niż wiara w Boga. Duchowość to też głęboki kontakt z naturą, pięknem, sztuką – rzeczami, które pokazują, że jest coś ponad nami – coś, co jest nieprzemijająca wartością.  Słyszę nieraz takie określenia jak „głos wszechświata”, „dusza natury”, „centrum zarządzania”, ”energia kosmosu”.

Jak byś tego nie nazwał, to jest to źródło, skąd nasz system bierze energię życiową. Za młodu, jesteśmy, jak świeżo naładowany akumulator – mamy wystarczająco wiele energii, żeby działać, doświadczać, próbować, testować, ryzykować i konsumować.

Ten poziom energii wacha się, spada, rośnie. Potrzebujemy źródła, które będzie go uzupełniać.  Takim niewyczerpalnym źródłem jest ENERGIA DUCHOWA – im jesteś bardziej dojrzali wiekowo i życiowo, tym bardziej potrzebujemy dobrego doładowania.

Tchnął w jego nozdrza dech życia

Ja wybieram Boga i nieśmiertelna duszę, którą Bóg tchnął w nas przy narodzeniu.

„Ukształtował Pan Bóg człowieka z prochu ziemi i tchnął w nozdrza jego dech życia. Wtedy stał się człowiek istotą żywą.” Księga Rodzaju 2:7

Jesteś systemem:

  • Nie jesteś swoim ciałem – możesz stracić dużą jego część (np. kończyny i nadal jesteś)
  • Nie jesteś swoimi emocjami – możesz je wyłączać i włączać
  • Nie jesteś swoim umysłem – w czasie medytacji możemy „wyzerować” myśli – ich nie ma Ty jesteś
  • Jest w Tobie coś, co nieśmiertelne, stałe, wieczne   

Ja wybrałem, a jaki jest Twój wybór?  Jakie źródło energii, pozwoli Ci nie zwariować i zapobiec momentowi, w którym powiesz „mnie, to się już nic nie chce”.

Smutny koniec historii

Koniec historii z moim znajomym Jerzym jest smutny. Nieoczekiwanie zachorował, trafił do szpitala. Gdy tam był, nie chciał odwiedzin znajomych, kontaktów, wsparcia, podtrzymania na duchu. Nie widać było w nim było energii do życia. Nieoczekiwana choroba, zakończyła się jeszcze bardziej nieoczekiwana śmiercią – po kilku miesiącach.

Zgasł – energia życia wyczerpała się.

.

Zadbaj proszę, aby Tobie nie zabrakło paliwa!

.

Pozdrawiam
Andrzej Cieplak
Mentor Pewności Siebie

Dobrymi intencjami wybrukowane jest piekło – czy Twoimi też?

Z życia domowego.

Zauważyłem,  że moja dorosła córka spędza długi czas przed komputerem i nie chodzi tu o pracę. Osobiście, mam silne przekonanie, że to źle wpływa na jej zdrowie i sen, a ostatnio właśnie na to narzeka. Postanawiam zwrócić jej na to uwagę (zainterweniować).


Mówię: „ czy ty nie za długo przesiadujesz przed komputerem? To źle wpływa na twoje zdrowie.”
W odpowiedzi otrzymałem: „Czy ty tato musisz ciągle mówić mi, co ja mam robić?! Jestem dorosła i będę robiła to, co zechcę!”
Oh! Tu moje zdziwienie i rozczarowanie! Przecież ja to zrobiłem z troski!, Tymczasem dostałem reprymendę, że się wtrącam no i denerwuję. Jak można to zrobić, żeby uniknąć takiej frustrującej sytuacji?

Rozmowa z Johnem Heronem – John proszę pomóż!

Ja: Drogi Johnie, na wstępie, pozwól, że cię przedstawię.  John Heron – brytyjski  autorytet w dziedzinie nauk społecznych, psychologii, edukacji, rozwoju potencjału osobistego i zawodowego. Badacz, autor, trener. 

Ja: John powiedz proszę, to, co ja źle zrobiłem? I jak to powinienem zrobić lepiej?

John: Andrzeju, powiedz mi, jaka była Twoje intencja? Co chciałeś przez swoją wypowiedź uzyskać?
Ja: Chciałem przekazać pewne, ważne fakty oraz zwrócić uwagę mojej córce, że to co robi psuje jej zdrowie. Chciałem też skłonić ją do przyjrzenia się temu zachowaniu i zachęcić do zmiany. Poza tym chciałem powiedzieć, że zauważam, że wieczorem jak jest zmęczona i potrzebny jest jej relaks.

Jak sam nie wiesz, o co Ci chodzi, to skąd będą wiedzieć inni?

John:  sam widzisz Andrzeju, że zmieszałeś tutaj kilka różnych intencji. W takiej sytuacji, twoja córka, skoncentruje się na tym, co wychwyci najbardziej. W zależności od nastroju, sytuacji i poziomu zmęczenia może wyłapać np. to, co ją ostatnio złości albo irytuje. Może np. coś w twoich zachowaniach,  może twój ton, a może coś innego z jakiegoś jeszcze innego powodu.


Ja:  to jak to zrobić lepiej? Przecież zależy mi na relacjach z córką i na tym żebyśmy się wzajemnie wspierali. Jak widzę, że ważna dla mnie osoba, może nawet nieświadomie,  robi coś co jej potencjalnie szkodzi, to staram się pomóc jej to dostrzec i zmienić. Ja osobiście bardzo cenie taką informację kierowana do mnie, która pomaga mi robić coś lepiej.

John: pomocne w tym będzie, jeśli zanim coś powiesz, to zastanowisz się, jaka jest twoja intencja. Jak już wiesz, jaką intencję chcesz wyrazić to zastanów się nad sposobem,  jak to właściwie wyrazić. Dopiero potem powiedz to. To pomoże drugiej stronie zrozumieć, o co ci naprawdę chodzi.  Na przykład, że to jest chęć pomocy, a nie jest wtrącania się i narzucania.

Ja: słusznie zauważyłeś. Widzę, że czasem, jak coś mówię, to nie do końca uświadamiam sobie, co w moim przekazie jest najważniejsze i mieszam różne watki.

Nie mieszaj, bo wybuchnie

John: no właśnie. Dlatego ja zrobiłem klasyfikację tego, co ludzie najczęściej chcą wyrazić.

Po wielu badaniach, doszedłem do wniosku, że ludzie, w tego typu rozmowach mają sześć podstawowych intencji:

  1. przekazanie informacji
  2. wydanie polecenia
  3. konfrontacja
  4. zachęta do rozwoju
  5. udzielenie wsparcia
  6. pomoc w rozładowaniu emocji

Ja:  fajnie to wygląda i przemawia do mnie. Moje myślenie jest analityczne i takie przejrzyste struktury pomagają mi. Myślę tylko, że to łatwo powiedzieć, ale trudniej zrobić. No i jeszcze taka wstydliwa myśl „jak to, tyle lat spędzonych ze sobą  i nie potrafimy wyrażać swoich intencji? !”

John: nie przejmuj się. Tak ma większość ludzi. Ważne, że masz ochotę się poprawić, a ja jestem przekonany, że mój model ci w tym pomoże.

Popatrz jak to działa

John:  dla przykładu sformułuję jak można lepiej wyrazić kolejne intencje.

Przekazanie informacji:
Droga córko. Zobacz tu w gazecie jest ciekawy artykuł na temat wpływu długiego przesiadywania przed telewizorem na schorzenia kręgosłupa i oczu
Wydanie polecenia:
Wyłączymy teraz telewizor i chodź pójdziemy na spacer.
Konfrontacja
Mówisz, że słabo sypiasz i chcesz coś to zrobić. Popatrz, tu jest artykuł, który mówi o negatywnym wpływie oglądania telewizji na głębokość snu. Co o tym sądzisz.
Zachęta do rozwoju

zastanów się, jak tak długie oglądanie telewizji wieczorem wpływa potem na twój sen.
Udzielenie wsparcia
Miałaś faktycznie trudny dzień. Świetnie się spisałaś i zasługujesz na odpoczynek.
Pomoc w rozładowaniu emocji

Widzę, że jesteś zmęczona. Masz do tego pełne prawo. Rozluźnij się i odpocznij?

Ja: dziękuje Ci John. Faktycznie, tak sformułowane zdania, pozwalają drugiej stronie łatwo zrozumieć, o co mi chodzi. Dzięki temu możemy uniknąć nieporozumień.

Matematyka intencji

Nazwałem tą klasyfikację różnych intencji „matematyką intencji”.

Podoba mi się taka przejrzysta klasyfikacja i uproszczenie. Pomaga samemu sobie doprecyzować, swoje myśli i zamiary.  Jeżeli tego nie zrobimy i sami nie jesteśmy świadomi, jakie intencje wyrażamy jednocześnie, to jak ma to zrozumieć nasz rozmówca?

Co ty na to drogi czytelniku?

Jak matematyka intencji Johna Herona, może Ci pomóc w jasnym wyrażaniu swoich intencji i unikaniu niepotrzebnych nieporozumień i rozczarowań?

Będzie mi milo, jak wyrazisz swoje intencje w komentarzu do tego artykułu.

Moja intencje do tego tekstu to:

  1. przekazanie informacji
  2. konfrontacja z opisanym tu modelem
  3. zachęta do rozwoju w skuteczności komunikacji

Jeżeli doczytałeś do końca, to moje duże uznanie za Twoja ciekawość, chęć poznania czegoś nowego i chęć do rozwoju (to było z intencją „udzielenia wsparcia”).

Powodzenia w zamianie refleksji na Twoje korzyści 🙂

Andrzej Cieplak

Mentor, trener, manager MBA

Coach Certyfikowany ACC w ICF

Znowu cios w twarz! Dlaczego?

Na trwałość czy na zmianę?

Na trwałość czy na zmianę?

Czas koronawirusa jest wielkim testem naszego życiowego nastawienia. Czy masz nastawienie na trwałość czy na zmianę?

Jeżeli myślisz, że to minie i świat wróci do dotychczasowej normalności, to jest to nastawienie na trwałość.

W rzeczywistości świat jest procesem ciągłych zmian, a pandemia jest tylko silniejszą turbulencją w tym procesie. To, co było już się nie powtórzy! Nie jest to nowa teoria – już Heraklit ok. 2500 lat temu powiedział: „Wszystko płynie i nic nie pozostaje takie samo” (Panta rhei).
Świat w naszym życiu, na ogół zmieniał się powoli i łatwiej było jego zmiany akceptować. Teraz rzeczywistość zmieniła się gwałtownie, jednak nadal, jest to tylko element ciągłego procesu zmiany.

A jak poznać nastawienie na rozwój?  
Rozejrzyj się i zapytaj – czego Cię ta sytuacja uczy? Jakie nowe okoliczności, wyzwania i możliwości pojawiają się właśnie dookoła –  w świecie, w którym nastąpiła właśnie skokowa zmiana?

Życiowy przypadek walki z technologią

Pamiętam, dzień jak co dzień. Mam zaplanowane spotkanie online (zoom). Jest 15 minut do spotkania, a mój laptop odmawia współpracy. Najpierw nie podoba mu się zbyt wolny Internet, a potem się zawiesza (powiem nawet w desperacji, że SIĘ WIESZA!). Coraz bardziej nerwowo spoglądam na zegarek i próbuję coś zaradzić. Czuję złość – przecież nie tak miało być, to jest bardzo ważne spotkanie. Wtedy pojawia się druga myśl – a może, ta sytuacja uczy mnie czegoś? Jak mógłbym ją wykorzystać i czego się nauczyć?
W efekcie, już trochę uspokojony, uruchamiam spotkanie online z telefonu, a po pewnym czasie, gdy komputerowi powraca chęć do współpracy, powracam na laptop. Faktycznie, dało się wykorzystać tę sytuację, aby czegoś się nauczyć – coś odkryć.
Kilka dni później, gdy tuż przed innym spotkaniem, problem się powtarza, ja potrafię już poradzić sobie bez nerwów i paniki. Fuck Up zmienił się w pożyteczną lekcję.
 

Gdy rzeczywistość nie odpowiada Twoim oczekiwaniom

Co robisz w momencie, gdy zaplanowała(e)ś sobie coś, a okoliczności burzą Twoje plany?
Jakie są pierwsze myśli?
 
A: Cholera! Co jest grane? Dlaczego to nie działa? Szlag by to! Dlaczego teraz? Dlaczego mnie to spotyka? Mogłem się przygotować inaczej – co znowu ze mną jest nie tak?
 
To zestaw myśli z nastawieniem na walkę z rzeczywistością. Przecież ona POWINNA być taka, jak ja zaplanowała(e)m. Efekt- poczucie zawodu, rozczarowania, niemocy – że sytuacja NIE DOSTOSOWAŁA się do moich oczekiwań.
 
B: Coś tu się dzieje inaczej. Moje plany lub działania, okazały się być nierealne w tej chwili. Czego mnie to uczy? Co mogę teraz zrobić, aby osiągnąć zaplanowany efekt, a może bardzo zbliżony? Jak  powinnam/powinienem zmienić swoje oczekiwania i strategię działania? Co zmienić w moim myśleniu, aby było adekwatne do realiów i żebym ja nie pogrążał(a) się w kolejnym rozczarowaniu?
 

Prosty od Mika Tysona (cytat)

Wybitny strateg wojenny Helmuth von Moltke, mawiał: „Żaden plan bitwy nie przetrwa pierwszego kontaktu z przeciwnikiem.”
A jeszcze bardziej lapidarnie ujął to mistrz Mike Tyson (chyba rzadko kojarzony ze złotymi myślami):
„Przed walką każdy ma swój plan… dopóki nie dostanie w twarz.”

Moja rada: dopasuj oczekiwania do rzeczywistości, bo inaczej możesz boleśnie oberwać od niej w nos! Nie chcesz trwać w rozczarowaniu rzeczywistością, sobą, swoim życiem? Zmień oczekiwania! Rzeczywistości jest obojętne, co Ty sobie wyobrażasz!

Panta rhei – „Wszystko płynie i nic nie pozostaje takie samo”. Zauważył to ktoś, jeszcze w czasach, gdy wszystko zmieniało się dużo wolniej. Już w tefy było to odkrywcze, a TERAZ?!

Pozdrawiam Cię ciepło – właśnie dzisiaj 🙂
Jutro będziemy już inni.
Andrzej Cieplak
PS

W kontekście inspiracji do zmiany swojego nastawienia na rozwój, szczerze polecam książkę: https://www.taniaksiazka.pl/nowa-psychologia-sukcesu-carol-s-dweck-p-852163.html

Matematyka i satysfakcja

Zadanie z 5-tej klasy

Dzisiaj zacznę nietypowo – od zadania❗

Zapewne dasz sobie radę – to poziom 5-tej klasy podstawówki?
Warto spróbować nawet w kontekście szkoły, którą wielu z nas ma własnie, nieoczekiwanie we własnym domu 🙂

Zadanie – w skrócie Zad. (powstrzymaj skojarzenia ;))

Na zdjęciu dołączonym do tego newslettera, widzisz Andrzeja, z wnukami, na rowerach.  Średnia wieku całej piątki to 17 lat. Wnuki razem, mają 23 lata.
Ile lat ma Andrzej?

Matematyka, a poczucie własnej wartości

To zadanie przyszło mi do głowy, po uroczej wycieczce rowerowej kilka dni temu.

Moje wnuki, począwszy od tych 4-latków, już jeżdżą na rowerach i są w stanie przejechać ponad 5 km (taka była trasa pierwszej wspólnej wycieczki)!

Rozwiązanie zadania – w skrócie Odp.
Odp.  ….
To tyle, mam właśnie lat? Czy to dobry wiek? Co, jest w nim dobrego?


Poczucie własnej wartości – jako jednym z głównych filarów, ma właśnie samoakceptację.  Akceptuję siebie taką (takiego) jaka jestem. Wysoka/niska, czarna/ruda, szybka/wolna, chuda/gruba, samotna/z rodziną, MŁODA/TYLE LAT ILE MAM…

Każdy wiek jest piękny❗

🕒 Cudowna, dorastająca 18-tka 🆚  jaki byłem jeszcze wtedy głupi 🙁

🕒 Wojownicza 30-tka 🆚 pogoń za sukcesem, brak czasu na zdrowie, rodzinę – na życie. I brak świadomości, co jest naprawdę ważne?

🕒 Silna i zapracowana 40-stka 🆚 jej stresujące przewartościowania i mocne refleksje co do wyboru dalszej drogi. Co powinienem zmienić? 

🕒 świadoma 60-tka 🆚 jest trochę wolniej, poczucie uciekającego czasu. Konsternacja – dlaczego większość moich przyjaciół (rówieśników), unika tematu: “ile mamy lat?”. O urodzinach nie wspominam 🙁

🕒 Przede mną dojrzałe 70-80, z refleksją „ile to w życiu było pogoni, za mało ważnymi rzeczami 🆚 człowiek jest niewątpliwie mniej trendy i sporty (chociaż, to kwestia systematycznej pracy). No i trochę stresu, jak to będzie z przepłynięciem tych postanowionych 70-ciu basenów na 70-te urodziny? (to takie, coroczne, urodzinowe wyzwanie).

Samoakceptacja – filar “samo-satysfakcji”

A jak u Ciebie?

Na ile akceptujesz siebie, w tym swój obecny wiek?

W jakim stopniu jesteś pogodzona(y) z tym, kim i jaka/jaki jesteś?

Na ile doceniasz to co osiągnęłaś/osiągnąłeś do tej pory, stawiasz sobie dalsze, realistyczne wyzwania i cieszysz się tym, co jest?

Jeśli brak Ci akceptacji Siebie – to jeden z filarów poczucia Twojej wartości, chwieje się, lub leży w gruzach.

Poczucie własnej wartości

Takie poczucie, budujemy przez całe życie. Przez całe życie, czy chcemy czy nie, nadajemy mu wartość!

Jak to robić świadomie?  Jak systematycznie budować (lub umacniać) poczucie własnej wartości i zdrowej pewności siebie?

O moich refleksjach i doświadczeniach na ten temat będzie webinar 19 maja

Nie pytam Cię ile masz lat, ale będę wdzięczny, jak napiszesz w komentarzu do tego newslettera: jaką widzisz, szczególną wartość swojego, obecnego wieku?

Zapraszam Cie na webinar:

Kiedy:  Wtorek, 19 maja, godz. 18:00
Zapisy: wejdź tutaj➡️  https://andrzej.cieplak.com/webinar/
Temat: „Jak zwiększyć pewność siebie i mieć wysokie poczucie własnej wartości?” cz.2
Ilość miejsc:  ograniczona, dlatego decyduje kolejność zapisów i wejść do pokoju webinarowego!

Jeżeli chciałabyś/chciałbyś obejrzeć poprzedni webinar z 29 kwietnia 2020, to znajdziesz go tutaj: 
https://youtu.be/4YKJ_xzVplY

Pozdrawiam ciepło 🙂
Andrzej Cieplak

Mentor Pewności Siebie

Ćwiczenia – wzmacnianie mięśnia asertywności

1. Upominaj się o swoje prawa.

Przeczytaj ponownie opisy sytuacji podane na początku tekstu po zdaniu „A jak reagujesz w sytuacjach, gdy”

  • Teraz zastanów się, które z tych sytuacji zdarzają się Tobie?
  • Sformułuj, w jaki sposób możesz asertywnie zareagować na taką sytuację, gdy się znowu wydarzy. Zrób to jak tylko przyjdzie okazja! Nie odpuszczaj!!!

2. Znaj i korzystaj ze swoich praw, które nie naruszają praw innych ludzi

Spójrz na listę zatytułowaną; „Prawa do robienia wszystkiego, co nie narusza praw innych ludzi  (wg Shan Rees & Roderick S. Graham)”

Do każdego z praw przyznaj sobie od 1 do 10 punktów, za to jak je realizujesz (1 znaczy w ogóle NIE, 10 znaczy w pełni TAK).

Na koniec podlicz punkty i sprawdź, na ile dobrze realizujesz prawa asertywnego człowieka?

Jeżeli masz: od 0- do  60 pkt.  =>  słabo, tak nie zbudujesz filara asertywności

61-85  => średnio, potrzebujesz wzmocnić zachowania asertywne

86 -109  => jest dobrze, nie odpuszczaj

110 – 130 => świetnie – jesteś asertywna(y) i stale to wzmacniasz

3. Dawanie uznania innym – zacznij od siebie.

Wprowadź krótką pochwałę dla siebie samej/samego, gdy zrobisz coś dobrze. Powiedz sobie „jestem OK – potrafię zrobić …”, „robię to dobrze bo znam się na tym”, „gratuluję – to co zrobiłem, to naprawdę dobra robota”, „zasłużyłem na uznanie za moje zaangażowanie i wysiłek przy tym projekcie” … etc.  

Bez umiejętności (a  najlepiej nawyku) chwalenia samej/samego siebie, trudno jest umieć chwalić innych. Bo po co? Przecież to co robią to ich obowiązek!

4. Asertywnie reaguj na krytykę

Przypomnij sobie niedawną sytuację, w której ktoś cię skrytykował (słusznie czy też nie).  Sformułuj swoją asertywną odpowiedź w takiej sytuacji.

5. Asertywnie przyjmuj pochwały – również niezasłużone

To samo co wyżej, tylko skoncentruj się na otrzymanej pochwale, wyrazach uznania.

  1. zasłużonych
  2. nie zasłużonych

Jak asertywnie powinnaś / powinieneś zareagować w takiej sytuacji.

Kto ma prawo do decydowania o Twoim życiu?

Asertywność oznacza gotowość do stawania w swojej obronie,
otwartego bycia tym, kim jestem,  tratowania siebie z szacunkiem
we wszystkich relacjach z ludźmi.
Nathaniel Branden

Wyglądać licho i durnowato, aby nie peszyć przełożonego

„Podwładny powinien przed obliczem przełożonego, mieć wygląd lichy i durnowaty, tak by swoim pojmowaniem istoty sprawy nie peszyć przełożonego” – zarządzenie cara Rosji Piotra I z roku 1708.

Czy Ty przed obliczem szefa, starasz się nie peszyć go swoim pojmowaniem rzeczy? Czy przyjmujesz postawę bardziej lichą i durnowatą?

A jak reagujesz w sytuacjach, gdy:

  • Ktoś wciska się przed Ciebie w kolejce (na poczcie, w sklepie, na stacji benzynowej)?
  • Pomimo obowiązującego przepisu jazdy na suwak, kierowcy nie ustępują Ci drogi?
  • Znajomy, używa twojego wizerunku lub pomysłu w mediach społecznościowych bez Twojej zgody?
  • Ktoś podaje ci cenę, która wydaje Ci się za wysoka – oczekiwałeś znacznie niższej?
  • Twój partner, krytykuje Cię w oparciu o domysły, które są niezgodne z faktami?
  • Twoje dorosłe dziecko, nie dotrzymuje słowa i udaje, jakby nic się nie stało. Ani wyjaśnienia, ani słowa „przepraszam” ?

Co wtedy robisz? Odpuszczasz, żeby nie wywoływać konfliktu? A może, upominasz się spokojnie o swoje prawa, należny szacunek, wyjaśnienie sytuacji i zmianę postępowania?

Jeżeli się nie upominasz, to wymierzasz sobie policzek i robisz rysę na Twoim poczuciu wartości i zaufaniu do siebie.

Trudno odwrócić uwagę od pryszcza na nosie?

Przypominam (patrz poprzedni artykuł), że konstrukcja Twojego  POCZUCIA WARTOŚCI czyli dobrej SAMOOCENY, wspiera się na  6-ciu  filarach:

  • Świadome życie
  • Samoakceptacja
  • Odpowiedzialność za siebie
  • Asertywność
  • Życie celowe
  • Prawość

Asertywność to filar, który jest jak twój nos – decyduje o wizerunku. Jeżeli będzie brudny, siny, albo pryszczaty, to żadne prężenie muskulatury nie odwróci uwagi. Ty też będziesz czuć, że coś ciągle jest nie tak!

Nie łokcie i kolana, ale głowa i serce?

Przez asertywność rozumiemy postawę, którą cechuje zasady:

  • Znam swoje prawa i otwarcie je wyrażam oraz upominam się o ich respektowanie.
  • Znam i szanuję prawa, emocje, przekonania innych oraz respektuję je dopóki nie pozbawiają mnie one moich praw.

Postawa asertywności, najbardziej podlega weryfikacji w takich sytuacjach jak:

  • Wyrażanie własnego zdania i opinii (również odmiennych)
  • Otwarte wyrażanie swoich uczuć
  • Odmawianie lub akceptowanie otrzymywanych propozycji
  • Wyrażanie próśb, pytań lub składanie ofert
  • Dawanie informacji zwrotnej, zarówno chwalącej jak i krytycznej
  • Przyjmowanie informacji zwrotnej – pochwał, opinii, krytyki
  • Obrona swoich praw w kontaktach osobistych i sytuacjach społecznych
  • Podejmowanie wyzwań i gotowość do konfrontacji w realizacji swoich celów i obronie wartości

Wbrew temu, co sądzą niektórzy, asertywność to jest nie twarde upominanie się i walka łokciami o swoje. To świadomość i szacunek do praw, jakie mają obie strony w relacji z nami (w tym emocji, uczuć, głębokich potrzeb).

Czy można być asertywnym i zranić inną osobę?

Czego mamy być świadomi i czego mamy bronić, wyjaśnia Herbert Fensterheim w pięciu prawach człowieka:

  1. Masz prawo do robienia czegoś dopóty, dopóty nie rani to kogoś innego;
  2. Masz prawo do zachowania swojej godności poprzez asertywne zachowanie – nawet jeśli rani to kogoś innego – dopóty, dopóki Twoje intencje nie są agresywne lecz asertywne;
  3. Masz prawo do przedstawiania innym swoich próśb dopóty, dopóki uznajesz, że druga osoba ma prawo odmówić;
  4. Istnieją takie sytuacje między ludźmi, w których prawa nie są oczywiste. Zawsze jednak masz prawo do przedyskutowania tej sprawy z drugą osobą i wyjaśnienia jej;
  5. Masz prawo do korzystania ze swoich praw.

Te 5 praw, dotyka również sytuacji, kiedy potrzeby i prawa dwóch stron są sprzeczne. W takiej sytuacji „Masz prawo do zachowania swojej godności”, „nawet jeśli rani to kogoś innego”. Twoje prawo ograniczone jest Twoimi intencjami!!!

Jeżeli intencją jest obrona swoich praw, a nie ranienie drugiej osoby – masz prawo tak się zachować.  TYLKO TY i Twoje sumienie, są sędziami Twojego zachowania. Pamiętaj też, że druga strona też może tak zrobić, Może zranić w obronie swoich praw – wtedy zrozum i wybacz.  Jeśli nie jesteś pewna/pewien intencji – zapytaj. Masz przecież prawo zapytać.

Operacja często wiąże się z bólem. Im szybciej i bardziej profesjonalnie się odbywa, tym bólu mniej. 

Jeżeli np. jesteś pracodawcą, to znasz takie bolesne sytuacje. Być może zwalniałeś, lub będziesz musiał zwolnić pracownika, który jest jedynym żywicielem sporej rodziny, ale nie jest w stanie dalej wykonywać efektywnie swojej funkcji. Może nie radzi sobie z nowymi technologiami na tym stanowisku, może nie spełnia nowych, restrykcyjnych przepisów, a może firma jest w kryzysie, musi zredukować koszty zatrudnienia i właśnie to stanowisko.

Znam ten ból, bo zwalniałem świetnych, wartościowych ludzi. Im szybciej i bardziej otwarcie była podejmowana decyzja, tym szybciej obie strony zaleczały rany i znajdowały swoje miejsce w zmienionej rzeczywistości. Z wieloma z nich, po latach, spotykam się i przyjaźnię.

Dokonuję wyborów, dysponuję, upominam się, przedstawiam, wyrażam i nie muszę uzasadniać!

Czy ty też tak masz? Czy jesteś asertywna(y)? Sprawdź jak realizujesz prawa człowieka wiążące się z asertywnością.  Prawa do robienia wszystkiego, co nie narusza praw innych ludzi  (wg Shan Rees & Roderick S. Graham):

  • Dokonuję samodzielnych wyborów.
  • Dokonuję zmian, tam gdzie uważam to za słuszne
  • Dysponuję swoim ciałem, czasem i własnością według swojego uznania
  • Przedstawiam otwarcie swoje opinie i przekonania
  • Wyrażam swoje życzenia
  • Posiadam i wyrażam swoje potrzeby, pragnienia i marzenia
  • Upominam się o przysługujące mi informacje
  • Egzekwuję swoje prawo do dóbr i usług, za które się zapłaciłam(em)
  • Bronię swojej niezależności, prawa do nieingerencji i poszanowania ze strony innych
  • Wyrażam odmowę i sprzeciw, tam gdzie uważam za słuszne
  • Sam oceniam siebie i własne postępowanie oraz ponoszę konsekwencje swoich własnych działań.
  • Czasem jestem po prostu sobą i nie muszę podejmować działań na rzecz innych ludzi
  • Potrafię korzystać z tego wszystkiego bez konieczności podawania uzasadnień

Przejrzyj uważnie powyższe prawa asertywnego człowieka. Zastanów się, na ile korzystasz z każdego z nich. Kiedy nie korzystasz i co cię powstrzymuje?

Matematyczna formuła na asertywność!

(Inspirowana formułą Beckharda)

Często przyznaję się asertywnie, że moje uniwersyteckie wykształcenie to matematyk. Z tego powodu lubię zwarte formuły, opisujące jakieś zasady.

Aby sprawdzić, czy występuje u Ciebie (kogoś) asertywność proponuję zastosować formułę:

M x O x S  > K  

Symbole oznaczają:

M – mądrość (znajomość i rozumienie praw swoich i innych, oraz świadomość swoich wartości)

O – odwaga (do wyrażania opinii, podejmowania działania, obrony wartości)

S – szacunek (do innych, ale też do siebie)

K – konformizm (niechęć do zmiany, zachowawczość, brak odwagi do upominania się o swoje)

Aby być asertywna(y), nasza Mądrość, Odwga i Szacunek muszą być łącznie większe, niż wrodzony Konformizm, ciążenie do bierności, zachowawczości, nieuporządkowania (w naturze to prawo entropii).   Znak mnożenia „x”, przypomina, że jeżeli którykolwiek z tych czynników będzie równy „0”,  to zdeterminuje resztę i ich wynikowa wartość też będzie „0”.  Wtedy, Konformizm będzie górą! 

W związku z tym, popatrz jak Ty działasz? Czy M i O i S przeważają nad K ?  Czy Twoje zasoby przeciwstawiają się Konformizmowi?

Osoba, która wzbudza mój głęboki szacunek i zaufanie to …

Asertywność jest spoiwem Twojej osobowości i poczucia własnej wartości. Jeżeli to spoiwo działa, to wysyłasz do świata stały sygnał, że znasz swoje wartości, przestrzegasz ich i aktywnie bronisz. Pokazujesz, że Twoje myśli, słowa i czyny są spójne i mają trwały fundament. Budujesz autorytet i budzisz szacunek w oczach innych ludzi ale przede wszystkim w swoich oczach. Dostrzegasz, że jesteś wartościowa(y), masz znaczenie i jesteś godna(y) zaufania.

Wzbudzasz Swój własny szacunek i zaufanie do siebie, a inni ludzie dostrzegają i biorą to. Osobą, która budzi Twój szacunek i zaufanie jesteś TY.

Co się dzieje, gdy to się nie dzieje i czego jest wtedy brak? 

Nie wątpię, że sam wywnioskujesz to z powyższego opisu!

Jak wzmacniać swój mięsień asertywności i uniknąć zakwasów umysłu?

Wzmacnianie swojej asertywności jest jak efektywny trening sportowy – rób to świadomie, celowo, mądrze i systematycznie.

Zastanów się co chcesz osiągnąć i w jakim czasie?

Przyjrzyj się w jakim miejscy jesteś teraz i co powinnaś/powinieneś zmienić w pierwszym rzędzie. Co stanowi barierę lub blokadę?

Oszacuj swoje siły i środki i to czy poradzisz sobie sama/sam. Jeśli nie, to znajdź wsparcie – przyjaciela, mentora, trenera.

Zrób plan i rozpocznij systematyczne treningi w codziennym życiu.

Nagrodą będzie wzrost autorytetu i szacunku w oczach innych ludzi oraz w swoich oczach. Wzrost poczucie własnej wartości i sprawczości.

Ja, w moim życiu zdecydowałem i doświadczyłem, że warto.  W Twoim życiu, Ty decydujesz, czy warto i co z tym zrobisz?

Trzymam kciuki.
Andrzej Cieplak

mentor, trener,  coach ACC ICF,

* Nathaniel Branden, „6 filarów poczucia własnej wartości”, Wydawnictwo JK, Łódź 2019

Wiedza bez zastosowania jest bez wartości!!!
Ćwiczenia na wzmacnianie mięśnia asertywności znajdziesz tutaj: