fbpx

“Droga do pewności siebie” – premiera książki, listopad 2020r.

“Droga do pewności siebie”

Wydawnictwo: Słowa i Myśli / Wydanie I Lublin 2020

Premiera: 24 listopad 2020

Ilość stron: 344

Cena: 49 zł.

Recenzje:
Ta książka zapełnia lukę w inspiracji dla dojrzałych ” praktyków życia”

Ta książka zapełnia lukę w inspiracji dla dojrzałych ” praktyków życia”, którzy nie sięgną po krzykliwe poradniki ani naukowe tomy. To doskonały przewodnik po dobrym życiu i inspiracja dla tych, którzy w dojrzałym wieku zaczynają się oglądać do tylu i zastanawiać, czy jeszcze mogą coś zmienić. Andrzej namawia, rozbawia, pokazuje, uczy i motywuje, korzystając z niezwykle ciepłych i mądrych historii swojego życia. Łączy to z wiedzą z dobrych źródeł o solidnych podstawach naukowych. Lektura, która daje do myślenia, a do tego dużo radości.

Poprzednią książkę Andrzeja kupiłam synowi, tę podaruję Tacie.

Anna Pyrek

MCC Executive Coach, Mentor

Kingmakers Polska

Droga do pewności siebie to przyjemna lektura, pobudzająca do refleksji nad życiem i sobą samym.

W swojej książce Andrzej Cieplak przedstawia drogę do pełniejszego, bardziej świadomego życia.

Opiera się na przykładach z własnego życia, które ukazują testowanie poszczególnych wyzwań w jego osobistej historii. Dodatkowo powołuje się na badania lub inspirujące wypowiedzi znanych osób i naukowców, dzięki czemu uwiarygadnia przedstawiane wnioski z własnych doświadczeń.

Droga do pewności siebie to przyjemna lektura, pobudzająca do refleksji nad życiem i sobą samym. To zaproszenie do zadbania o siebie w wielowymiarowy sposób, tak by kiedyś mieć poczucie spełnienia, bo nigdy nie jest za późno, by coś zmienić.

dr Małgorzata Torój, psycholog biznesu

coach PCC, trener

Colibri Coaching & Training 

Dzięki Andrzejowym obserwacjom oraz osobistym refleksjom, droga do własnej pewności siebie  stanie się prostsza.  

Po co kolejna książka o pewności siebie? Przecież jak się posłucha ludzi dookoła, to ma się wrażenie, że im jej nie brakuje. Wiedzą wszystko i mają zdanie na każdy temat. Dlaczego warto po nią sięgnąć?

Andrzej to człowiek kompletny, który potrafi z wielką wnikliwością ubrać w słowa to co widzi, czuje i doświadcza. W książce przeczytasz o wydarzeniach, które przytrafiły się autorowi, z początku niepozornych, ale z czasem, jak się okazywało, pozostawiających swoje piętno.

Największą wartością, którą wg. mnie znajdziesz czytelniku w tej książce są zdania klucze, które na tle przytoczonych prostych, historii trafiają w punkt i dotykają sedna. Skłaniają do przemyśleń, inspirują, jednocześnie wywołują refleksję nad samym sobą i tym co jest najważniejsze w życiu. Bo choć mamy opinię w sprawie i chętnie się nią dzielimy, nie zawsze mamy pewność. Prawda? Dzięki Andrzejowym obserwacjom oraz osobistym refleksjom, które wywołują jego zdania klucze, droga do własnej pewności siebie  stanie się prostsza.  

Dawid Wawrzyniak

Executive Coach & Mentor, 

Center for Creative Leadership

Autor pokazuje nam, co jest w życiu ważne , trwałe i o co warto zabiegać.

Książka „Droga do pewności siebie” to autorefleksja  Andrzeja Cieplaka nad własną misją życiową, tożsamością i wartościami,  odkrytymi w doświadczeniach życiowych i zawodowych. 

Autor docenia mentoring jako skuteczne  narzędzie  wspierania  drugiego człowieka,  a jednocześnie jako sposób zmieniania ludzi i świata na lepsze. Wyzwalanie potencjału własnego i innych, jest główną przesłanką działań zawodowych Andrzeja. Z pozycji doświadczonego mentora , a nawet mentora mentorów,  pokazuje nam, co jest w życiu ważne , trwałe i o co warto zabiegać. Zapraszam do wnikliwego czytania, refleksji oraz praktykowania poprzez  zastosowanie konkretnych  narzędzi i wskazówek, które autor zamieszcza w  książce.

Agnieszka Gąsior – Mazur

Prezes Lubelskiego Klubu Biznesu

 

 

 

Sport, czyli najlepsza tabletka na zdrowie – zażywaj regularnie

Ruch jest w stanie zastąpić prawie każdy lek, ale wszystkie leki razem wzięte nie zastąpią ruchu

Wojciech Oczko (XVI w.), dr medycyny i filozofii, nadworny lekarz królów polskich

.

To nie mikroorganizmy żyją w nas – jest dokładnie odwrotnie!

  To nie mikroorganizmy żyją w nas – to my żyjemy w oceanie mikroorganizmów! Ok. 90% ilości naszych komórek to mikroorganizmy, komórki naszego ciała to ok. 10%! Próba ucieczki od nich to jak próba nie zamoczenia się podczas kąpieli w oceanie.

  Jakie zatem jest rozwiązanie – dbajmy o odporność, zdrowie i siłę swojego ciała. Wtedy mikroorganizmy będą naszymi przyjaciółmi, a nie wrogami.


Slajd z konferencji Power Planet:
Człowiek-Środowisko-Biznes (Lubelski Klub Biznesu 2020)

Ten newsletter, to moja historia o tym jak ja to robię od 30 lat.

.

Na kilka tysięcy razy, tylko 3 razy żałowałem, że to zrobiłem.

  Nawyk zażywanie ruchu i wysiłku fizycznego, uważam za jeden z najważniejszych nawyków jaki wyrobiłem sobie w życiu. Świadomość sprawnego ciała, daje mi dobre samopoczucie, które daje przenosi się na wszystkie obszary – pozytywne emocje, radość, satysfakcję, pokonywanie spadku motywacji, poczucie sprawstwa w życiu, sprawniej funkcjonujący umysł.

            Wielokrotnie miałem powstrzymujące myśli i odciągającą emocję przed kolejnym treningiem – rannym bieganiem, wejściem do chłodnej wody w basenie w zimowe dni, wyjściem na rower w niepewną pogodę.  Pojawiała się myśl, żeby jednak zostać w domowym ciepełku, wyciągnąć się na kanapie i może coś smacznego przekąsić.  Jednak na kilka tysięcy odbytych treningów (30 lat  x 52 tygodnie x  3 treningi (średnio) daje ok. 4.500), pamiętam tylko 3 razy, kiedy żałowałem, że nie zostałem w domu. We wszystkich  tych przypadkach, stwierdziłem, że mój, większy niż zwykle opór, wynikał z rozwijającej się właśnie choroby – grypy, infekcji. Te 3 razy nie są w stanie przyćmić tych pozostałych 4497 razy i przekonania, że warto było i jest pokonać słabość.

.

Sport zaczął się od pierwszego zakochania

  Od zawsze regularnie uprawiam sport.  Oj – coś tu przesadziłem. Chciałbym żeby było tak, że „od zawsze”. Pierwszym etapem była jednak podstawówka, gdzie byłem pulchnym grubasem. Przeżycia szkolonego grubasa, a w tym odmieniające, pierwsze młodzieńcze zakochanie opisuję w swojej nowej książce, w rozdziale „Uwaga to pierwsza miłość!”.

  To właśnie ta pierwsza miłość, zmobilizowała mnie też, abym zmienił swój wygląd i wtedy zacząłem uprawiać sport. Nie było to zbyt trudne, bo mój starszy brat Krzysztof był sportowa gwiazdą szkoły i od wczesnych lat trenował lekkoatletykę w lubelskim klubie START. Dzięki niemu również ja podjąłem regularne treningi. Treningi to może za dużo powiedziane. Stałem się w grupie sportowej, sympatycznie traktowanym, młodszym „misiem”, którego zadaniem była praca nad sobą, bez oczekiwania rezultatów. W pełni tolerowano to, że ciągnąłem się z tyłu stawki i trzeba było dawać mi łatwiejsze zadania, abym mógł im sprostać.

.

Jak misio został sportowcem?

  Jednak z czasem, „misio” wyrabiał się coraz lepiej i wytrzymywał tempo. Poza lekkoatletyką, pasją grupy sportowej, była koszykówka. Trudno było, aby było inaczej, gdyż START Lublin, wchodził wtedy, na długie lata do krajowej, koszykarskiej czołówki. Tak też, ja „misio”, zostałem „zainfekowany” koszykarską pasją.  W rezultacie, po 2 latach terminowania u lekkoatletów, zamieniłem sekcję lekkiej atletyki na sekcję koszykówki. Sekcja koszykówki w klubie START LUBLIN – to brzmiało dla mnie, wtedy naprawdę dumnie.

  Efektem tych treningów, było to, do czego dążyłem – niezła sylwetka i dołączenie do grupy szkolonych sportowców. Przypadł mi w udziale zaszczyt reprezentowania szkoły w piłce nożnej, siatkówce i koszykówce. To już było coś! – Chociaż do legendarnych wyczynów i rekordów szkoły, posiadanych przez mojego brata nigdy nie dorosłem.

.

Lider turnieju koszykówki

  Bakcyl koszykówki została ze mną na dłużej. Przez całe liceum, byłem gwiazdą drużyny klasowej i ważnym członkiem reprezentacji szkoły w międzyszkolnych rozgrywkach. Jednak największym powodem do dumy, był dyplom dla „najlepszego zawodnika, wydziałowego turnieju koszykówki” uzyskany w czasie studiów na UMCS.


Odnaleziony dyplom z 1980 rok, wisi teraz dumnie na ścianie w moim pokoju-biurze.

.

Kolejny rekord, z którego tym razem, dumny nie jestem

Niestety później, pod koniec studiów, gdy zostałem mężem i ojcem na sport zabrakło czasu.

Podobnie było w pierwszych latach pracy, gdy zaniedbałem sport. Na efekty nie trzeba było długo czekać – padł mój życiowy rekord wagi – ważyłem 100 kg. To rekord, z którego jednak dumny nie jestem.

            Na szczęście dla mnie, miałem dużo znajomych sportowców, no i brata, którego miłość do sportu nigdy nie wygasła. Dzięki temu padła inicjatywa spotykania się na treningach sportowych, gdzie głownie graliśmy w kosza, a potem jeszcze przechodziliśmy na godzinę do basenu.

.

Znajdź sobie formę ruchu, która będzie Ci sprawiać przyjemność!

  Powyższa rada, dotarła do mnie już później. W okresie, gdy z powodu pracy i obowiązków rodzinnych, na sport trzeba było umieć, wygospodarować sobie czas i energię. Szukałem, zatem różnych form. Przez pewien czas testowałem nawet Tai Chi, ale tym, co mnie przyciągnęło na dłużej był tenis. Sprawiał mi przyjemność, chociaż wielkiego talentu w sobie nie odkryłem. Jak podsumował z przekąsem, jeden z moich instruktorów – „nie przejmuj się Andrzej, najtrudniejsze jest pierwsze 30 lat”.  Niestety tenis, oprócz przyjemności ruchowej i atrakcyjnej otoczki (korty w lecie, wśród zieleni, to bardzo atrakcyjne miejsce na reset), tenis serwował mi coraz to jakieś kontuzje. Nabawiłam się słynnego „łokcia tenisisty”, nadwerężyłem Achillesa, naciągnąłem boleśnie dwugłowego, a również czworogłowego. Tego było dla mnie za dużo i za często. 

.

Sport pamięta o numerze PESEL, sportowiec nie zawsze!

  Odkryciem wieku dojrzałego (40+, 50+), było dostrzeżenie, że ambicja i adrenalina rywalizacji, nie bierze pod uwagę numeru PESEL.  Walcząc o piłkę pod koszem, czy pod tenisową siatką, w wieku 40 lat, zachowywałem się tak jak bym miał 20. To znaczy, wydawało mi się, że tak ciągle mogę. To „wydawało mi się”, czasem kończyło się poważna kontuzją. Kiedyś, z sali, na której graliśmy w koszykówkę, wyniesiono mnie ze skręcona stopą, tak samo jak w czasach liceum. Tylko, że w liceum, gdy miałem lat 18, to nie było to samo, bolało mniej i goiło się krócej niż po 40-tce.

  Refleksja była taka, że z wiekiem, lepiej jest zmniejszać wyzwania i nie rozniecać nadmiernie swojej wyobraźni!  Ten wniosek dał mi przyzwolenie, żeby zmieniać formy i natężenia sportowych wyzwań, bez nadmiernego poczucia winy i dyskomfortu.

.

Czy jogging jest głupi czy zdrowy?

  Takie pytanie zadała jedna z moich znajomych w dyskusji o sporcie. Odpowiedź brzmiała „i zdrowy i głupi” i z tą opinią na tamten moment w pełni się zgadzałem.

  Czasem zdarzało mi się, zobaczyć przez okno, o 6 rano, jak mój brat wybiera się do lasu „pobiegać”. Nie mogłem się temu nadziwić, bo ja o tej porze najchętniej przekręcałem się na drugi bok i nikt, nie wypędziłby mnie do lasu. Dziwiłem się, do momentu aż spróbowałem. Przyczyna była prosta – nadmiar tłuszczu i stresu. Jedno i drugie warto by gdzieś zostawić – las okazał się świetnym miejscem do tego. Spróbowałem i tak mi zostało – na prawie 20 lat.

  Bieganie jest głupie – bo proste, można wręcz powiedzieć, że prostackie. Nie wymaga specjalnych technik, ani sprzętów, ani sali ani umawiania się z partnerem czy drużyną. Po prostu bierzesz buty, spodenki, T-shirt, wyjeżdżasz do pobliskiego lasu (ode mnie 10 min. drogi) i biegniesz.

Bieganie jest zdrowe bo:

– porcja ruchu z rana, rozgrzewa i ustawia twój organizm na cały dzień (endorfiny robią swoje)

– bieganie przestawia działanie całego twojego systemu – ciało, emocje, umysł.

– bieganie po lesie, daje bliski kontakt z całym rocznym cyklem przyrody (dotykasz z bliska wiosny, lata, jesieni, zimy), czujesz, że jesteś integralną częścią tego świata 

– kontakt z przyrodą to również doznanie duchowe (słońce, drzewa, krzewy, ptaki, czasem zwierzęta).

– po godzinie poświęconej na poranny jogging (łącznie z przejazdem), wszystkie problemy były mniejsze, pomysły świeższe, a wyzwania łatwiejsze.

– regularny, umiarkowany w formie ruch, sprzyja regularności i wytrwałości w innych wyzwaniach życia

– bieganie to jeden z najtańszych sportów – jeżeli nie podkręcasz swoich wymagań, to buty, dres i w drogę

– poranny ruch, to najlepsza (i najtańsza) tabletka wzmacniająca, jaką udało mi się znaleźć w moim życiu

.

Wygląda na to, że Pana mechanizm ruchu, wykazuje znaczny stopień zużycia

  Tak mniej więcej wyglądał komunikat lekarza po badaniach, które zrobiłem dobiegając (znowu to bieganie) do sześćdziesiątki. Przyczyną były pojawiające się bóle promieniujące biodra. Po tej diagnozie – rada, aby odstawić bieganie i zamienić je na coś mniej eksploatującego moje stawy biodrowe. Widać swoje wybiegałem.  

W rezultacie przeniosłem swoja aktywność na:

  • rower – cóż za wspaniałe wycieczki, głownie latem – zasięg nawet do 30 km, co było nie do pomyślenia w bieganiu
  • basen – dosyć regularne 40 baseników (1 km), daje powera i ogólne poczucie „czystości” i świeżości
  • joga – to nowe i piękne odkrycie wieku dojrzałego, o którym poniżej

.

Jak odmłodzić się o min. 5 lat w ciągu 2 godzin?

Chcesz w ciągu 2 godzin spowodować, że poczujesz się 5 lat (a może 8) młodsza/młodszy – idź na jogę!

  Jest powiedzenie, że jeżeli życie zamyka przed tobą jakieś drzwi (czasem z hukiem i boleśnie), to rozejrzyj się dookoła, ba na pewno, jakieś inne się właśnie otwierają. Odstawienie biegania, sprowokowało mnie do otworzenia drzwi sali z jogą. Tu legły w gruzach kolejne, moje dotychczasowa przekonania! Można nie spocić się bardzo, nie zajmować więcej niż kilka metrów kwadratowych przestrzeni, nie potrzebować wyrafinowanych sprzętów, nie mieć naprzeciwko rywala i jednocześnie, zmęczyć się, odstresować i poczuć tą lekkość w ciele i na duszy jak po intensywnym treningu.

Można – wystarczy przez 2 godziny, we właściwy sposób powyginać i porozciągać swoje ciało.

Co mi robi ćwiczenie jogi:

  • Rozciąga
  • Uelastycznia
  • Odstresowuje
  • Daje swobodę i kontrolę swojego ciała  na co dzień
  • Podnosi świadomość ciała i jego elementów
  • Odmładza

Chyba dosyć argumentów na to aby minimum raz na tydzień (lepiej by było 2 razy) poświęcić 2 godziny.


Powitanie słońca ćwiczę codziennie rano od czasu wiosennej pandemii – dziękuje ci COVID-19.

.

Prosty cel: przepłynąć 80 basenów na 80-te urodziny

  Banalna, często powtarzana prawda – pływanie, to jedna z najzdrowszych form ruchu. Zatem pływam i to nie zużywa moich stawów biodrowych. Dobre wymoczenie, warto zakończyć masarzem pod biczem wodnym, a czasem również sauną. Samopoczucie bajeczne (znowu 5 lat do tyłu).

  Na 60-te urodziny przyszło mi do głowy takie wyzwanie – zamiast standardowych 40 basenów (po 25 m to daje 1 km), przepłynę, urodzinowe 60. Tak zrobiłem! Jednak pomysł spodobał mi się, więc go kontynuuję. W tym roku mają być 63 baseny (de facto 64 bo przecie pływa się w „te i nazad”. Forma jest, ale problemem jest COVID i zamknięte baseny. Zobaczymy zatem – może zamienię na 63 km na rowerze, ale nie odpuszczę?

  W tym pływackim wyzwaniu, najbardziej ekscytuje mnie perspektywa urodzinowych rekordów na 70-tke i potem 80-tkę!  Czemu nie dalej? – ależ proszę,  później też chętnie. Co jednak będzie dalej, to zobaczymy jak już dopłynę do 80-tki.

            Potrzeba ruchu przekształciła się w stały nawyk, który działa jak uzależniająca tabletka – NAJSKUTECZNIEJSZA TABLETKA, JAKA UDAŁO MI SIĘ W ŻYCIU ODKRYĆ. Teraz to swoje doświadczenie i pożyteczny nawyk, staram się przekazać swoim szybko rosnącym wnukom.


Lato 2020r. – na rowerach, ze starszymi wnukami.

.

Nacieszyć się radością jaką daje ruch

A ty – jakiej tabletki ruchu zażywasz i jak często?

  Mam silne przekonanie i osobiste doświadczenie, że nie jest możliwe abyśmy schowali się przed światem, którego większościową, naturalna składową są mikroorganizmy –  bakterie, grzyby, wirusy, pasożyty.  Chowanie się, to próba zmniejszenia/uniknięcia skutków. Wzmacnianie swojego ciała, psychiki, umysłu i energii duchowej przez ruch i kontakt z przyrodą – to jest lekarstwo, które likwiduje przyczynę i daje trwałe efekty.

Ja ciągle pamiętam, że: “Ruch jest w stanie zastąpić prawie każdy lek,  ale wszystkie leki razem wzięte nie zastąpią ruchu.”

Chętnie Cię spotkam 🙂 – na rowerze, długim spacerze, basenie, sali jogi, aby razem nacieszyć się radością jaką daje ruch.